„Ta książka wywoła protesty wszystkich: zwolennicy teorii spisku i "obezwładnienia" samolotu będą oburzeni, że winą za katastrofę autorzy obciążają pilotów, ich przełożonych, a w dalszej kolejności najważniejsze osoby w państwie. Zawiodą się ci, którzy dopatrują się winy po stronie rosyjskich kontrolerów lotu. Nie będzie wreszcie zadowolona badająca wypadek komisja MSWiA, oskarżona o błędy i manipulacje.”
 
Miło przeczytać taką recenzję po cholernie ciężkiej półrocznej pracy. Jeszcze bardziej mila dla serca byłarecenzja z prywatnej rozmowy „po tej książce to wszyscy was rozszarpią”.
Zdaję sobie sprawę że Ostatni lot Raport o przyczynach katastrofy to kij w mrowisko. Prowadząc nasze śledztwo sami długo nie mogliśmy uwierzyć w to co odkrywaliśmy.
Rosjanie z premedytacją nie odczytali całego stenogramu z kokpitu. Za to dali jak na tacy „odszumiony” zapis z czarnej skrzynki (CVR) samolotu. Wystarczyło się tylko schylić i chwile popracować. (nam odsłuchiwanie zajęło kilka tygodni ale chcieliśmy mieć pewność, że nie ulegamy złudzeniom i nie słyszymy tego co chcemy usłyszeć.)
Dziwię się, ze nikt z blogerów tym się nie zajął, ale łatwiej jest tworzyć wielopiętrowe absurdalne teorie w oparciu o kilka mocno skompresowanych zdjęć niż zająć się pracą.
W nagraniu są interesujące wypowiedzi, które nie znalazły się również w oficjalnie upublicznionym stenogramie komisji Millera.
Choć w świetle raportu komisji Millera to wcale nie dziwi. Dokument po prostu nie trzyma się kupy. Szczegółów nie będę zdradzał. (a są ciekawe i tak naprawdę podważają wiarygodność całego dokumentu). Podam tylko przykłady dwóch drobnych błędów komisji Millera.
 
To, co znaleźliśmy na stronie 213, sprawiło, że opadły nam ręce: O 6:39:43,5 KL nadał wiadomość: „Posadka dopołnitielno” („Kontynuuj podejście”).
Otóż komendę posadka dopołnitielno przetłumaczono jako „kontynuuj podejście”, zupełnie zmieniając w ten sposób znaczenie polecenia Pawła Plusnina, kierownika lotów na wieży
w Smoleńsku. Tymczasem zwrot ten znaczy „lądowanie warunkowo” lub „lądowanie dodatkowo”. Po takiej komendzie pilot ma obowiązek zameldować kontrolerowi, że widzi ziemię, i dopiero wtedy otrzymuje pozwolenie na lądowanie (pada komenda posadku razrieszaju).”
 
„W aneksach do Raportu końcowego można również znaleźć błędy, które powodują, że czytelnik zadaje sobie pytanie, czy członkowie komisji kiedykolwiek widzieli Tu-154M? Na stronie 10 Załącznika nr 4, w podpisie pod rys. 12 można przeczytać, że na zdjęciu jest: „Ślad na ziemi spowodowany lewym sterem kierunku”. Niby brzmi dobrze, tyle że Tu-154M ma tylko jeden ster kierunku. Zatem nie można go nazwać ani lewym, ani prawym. Autor tekstu miał zapewne na myśli ślad zrobiony lewą połówką statecznika poziomego lub jej resztką
 
Fajnie prawda? Komisji Milelra wychodziło tylko jedno. Robienie „wrzutki” o słynnym eksperymencie na Tu 154 nr boczny 102. A teraz policzcie ile zdań  na temat opisu tego eksperymentu znajdziecie w raporcie i w aneksach. I zdajcie sobie pytanie dlaczego tylko trzy?
 
Czy piloci w Smoleńsku naciskali przycisk odejścia na drugi krąg? Raczej wątpliwe. Pewne jest to, że nie czekaliby pięć sekund na reakcję samolotu. Dlaczego? Nie tego nie zdradzę J
 
Wniosek komisji, że piloci próbowali odchodzić, ale zrobili to za późno jest absurdalny. Do momentu zderzenia z brzozą przy płocie bliższej prowadzącej radiolatarni. Nie próbowali. Wynika to choćby z zapisy czarnych skrzynek (FDR) zamieszczonych w tym samym raporcie. Komisja nie umiała ich nawet sensownie zinterpretować.
 
Rosjanie w raporcie MAK chyba byli bliżsi wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Tylko nie zrozumieli co zaczął robić Arkadiusz Protasiuk 10.40.51. Cóż Rosjanie latają tym samolotem „po Bożemu” jak każe instrukcja, a nie tworzą patenty. Sami byliśmy zszokowani jaką szkołę latania Tupolewem w 36 SPLT stworzyli kolejni niedouczeni instruktorzy oraz piloci Tu 154 M.
 
Czy się wycofujemy z jakiś teorii z poprzedniej książki? Pomyliliśmy się tak naprawdę tylko w jednej kwestii. Pracy kontrolerów na wieży w SMoleńsku. Czytając dziś stenogramy widać, że ich praca była o wiele lepsza niż napisaliśmy.
 
Czy generał Błasik odbył męską rozmowę z Arkadiuszem Protasiukiem przed startem? Odbył. I zapewne nie była to łatwa rozmowa skoro piloci pół godziny po starcie nabijają się z przełożonego, że „zapierdala” żeby nalatać 40 godzin.
 
 W książce mamy parę niespodzianek dotyczących m.in. prognozy jaka dysponowała załoga, rozmowy Braci, itp.
 
Co do modnej ostatnio w S24 symulacji prof. Biniendy. (ciekawe jak ona się ma do absurdalnych doniesień GPC o wybuchu bomby nad samolotem?) symulacje numeryczne bardzo zależą od założeń przyjętych w modelu.
Na ogół praca nad modelem polega na tym, aby wyszło to, co sie obserwuje. To znaczy na ustalaniu, dlaczego rzeczywistość jest inna i co trzeba w modelu zmienić, żeby LEPIEJ do niej pasował,  żeby lepiej ją opisywać. Nie zdziwię się jeśli wkrótce prof. Bieniada wkrótce przeprowadzi kolejną symulację i wyją mu zupełnie inne wyniki…